czwartek, 24 września 2015

Diaboli Lovers: Rozdział 6 ( Maki)

Dzisiaj rozdział 6 życzę miłego czytania ( wczoraj nie było rozdziału bo się rozchorowałam )
 [ Aleksis ]


                              Mundurek


Obudziłam się w wielkim łożu i nieznajomym pokoju - Gdzie ja jestem? - Było to pierwsze pytanie jakie zadałam sobie po przebudzeniu. - No tak, w rezydencji - przypomniałam sobie wczorajszy dzień. - Która godzina?-  popatrzyłam po pokoju w poszukiwaniu zegara. Stał na szafce pod ścianą - 17:00 - oprócz czasomierza zauważyłam też walizkę, torbę szkolną i inne moje pierdoły.
- O maleńka obudziłaś się - usłyszałam głoś Laito który pojawił się przede mną  na łóżku.
- Cześć . . .? Czego chcesz? -  zapytałam obojętnie.
- No nie bądź już taka oschła . . . wyglądasz bardzo pociągająco w tej piżamce. - Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam po sobie. Byłam ubrana w piżamę, którą kupiła mi Yoko na zeszłoroczne święta. Składała się ona z czarnego stanika i majtek do tego bluzeczki też czarnej zapinanej na jeden guzik pod biustem przez co miałam goły brzuch.
- Ech . . . - westchnęłam po czym ponowiłam pytanie - Po co przyszedłeś? - Laito nie odpowiedział tylko uśmiechnął się wyzywająco, po czym znalazł się nade mną i przytrzymał moje ręce za nadgarstki.
- Ej! Co ty robisz?! Puść mnie ty zboczeńcu!!! - W tym momencie pojawił się Ayato i zrzucił swojego brata ze mnie.
- Ona jest moja - powiedział Ayato przyciągając mnie do siebie.
- Co tu się dzieje? Nie można wam wydać nawet prostego polecenia - powiedział Reiji do chłopaków- Za pół godziny widzę waszą trojkę w holu i jedziemy do szkoły. - Oznajmił i wyszedł.

                                                                                             *

- Do szkoły? . . . No tak na wieczorną zmianę.
- Jesteś bardzo spostrzegawcza naleśniku. Tam masz mundurek - wskazał na krzesło obok toaletki - Wstałam żeby go  obejrzeć - Ta spódnica jest za krótka.
- Jeżeli go nie włożysz to cię zabiorą na dywanik do dyrektora.
- Wiem . . . Możesz na chwilę wyjść, chcę się przebrać - chwilę później poszedł. 
Kiedy byłam pewna, że nikogo nie ma poczesałam się, przebrałam i pomalowałam, jeżeli nałożenie tuszu do rzęs i błyszczyka można było nazwać makijażem, spakowałam torbę, wzięłam mp oraz słuchawki i wyszłam na korytarz.
Pod ścianą stał Ayato.
- Długo ci zeszło . . . - uśmiechnął się -  Po co założyłaś rajstopy, będzie ci gorąco.
- Już mówiłam, że ta spódnica jest za krótka - poczułam rumieńce na twarzy.
- W szkole dziewczyny zawsze zawiązują pod szyją kokardy, chłopcy krawaty.
- A ja się wyróżniam i mam krawat, ty jak widać nawet nie potrafisz go zawiązać - podeszłam do niego i uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- Phi . . . oczywiście, że potrafię go zawiązać po prostu mi się nie chce.
- To udowodnij.
- Nie muszę ci niczego udowadniać naleśniku, a po za tym ty na pewno już miałaś zawiązany i tylko włożyłaś go przez głowę. - Podeszłam do niego zdjęłam mu krawat i go zawiązałam.
- I co ty na to? - zapytałam z uśmiechem.
- Chodź, bo się spóźnimy - powiedział , a ja widziałam, że się zawstydził.

                                                                                              *

Czułam, że zaczynam jakiś nowy etap w moim życiu i , że on odegram w nim kluczową rolę. Poczułam to wtedy kiedy powiedział, że jestem jego. Motyle w brzuchu. Pierwszy raz w życiu to czułam . . .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz