Prolog
. . . Cios w twarz, potem w brzuch, kaszel krwią. Ta bezradność, tak pamiętam to dobrze. Kiedy starsze dzieci z sierocińca się nade mną pastwiły : biły, obrażały, poniżały, tylko dlatego, że wyglądałam inaczej niż wszyscy i byłam innego pochodzenia. Opiekuni udawali, że nie widzą, ale oni patrzyli . . . z taką samą nienawiścią w oczach jak wszyscy.
Miałam wtedy 6 lat, ale doświadczyłam już mnóstwo bólu i cierpienia.
Chciałam się zemścić na nich wszystkich, pozarzynać jak świnie . . . Takie
właśnie myśli miałam jako 6 latka. Przerażające prawda?.
*
*
Kiedy moja biologiczna matka mnie odwiedziła i dowiedziała się
dlaczego jestem taka poturbowana, pierwsze co zrobiła to zabrała mnie na
strzelnicę i nauczyła strzelać, później pokazała trochę z samoobrony, a na
koniec przepraszała, że nie może mnie ze sobą zabrać. Był to najszczęśliwszy
dzień mojego życia.
Po tym jak mama odprowadziła mnie z powrotem do domu szaleńców ( Tak
go w myślach nazywałam) były „zajęcia” na podwórku. Jeden z najstarszych
chłopców znów próbował mnie zaatakować.
- Nie tym razem. – To były ostatnie słowa jakie usłyszał w swoim
życiu, bo zaraz po nich przyłożyłam mu do gardła pistolet, a dokładnie M1911 i pociągnęłam za spust. Kilka dni po tym incydencie, który uszedł mi na
sucho, przyjechali moi teraźniejszy rodzice. Jednak teraz sądzę, że u nich
wcale nie było lepiej, jedyne co mi dali to pieniądze . . . cieszę się, że
teraz jestem z siostrami i chłopakami w rezydencji, przynajmniej się nie nudzę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz