czwartek, 15 października 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 12 ( Maki )

Zapraszam na świeżutki rozdzialik :) [ Aleksis ]


Uczucie

Obudziłam się wtulona w bok Ayato. Zegar wskazywał 12:00. Uśmiechnęłam się i pomyślałam,  że ostatnio tak długo spałam chyba w pierwszej klasie podstawówki. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Był całkiem słodki kiedy spał. Stanęłam na łóżku i chciałam z niego zejść, ale Ayato przewrócił mnie z powrotem.
- Gdzie idziesz?
- Do łazienki . . ., a w sumie to po co ci to wiedzieć?
- Jesteś moja naleśniku, chcę wiedzieć gdzie idziesz, po co i z kim.
- Aha, czyli bawisz się w mojego ojca. -  powiedziałam podchodząc do szafy.
Przeglądałam ubrania, finalnie wybrałam czarną bluzkę z długim rękawkiem i głębokim dekoltem, ciemnoniebieskie jeansy i do tego tradycyjnie, czarne trampki. Przebrałam się w łazience i zeszłam do salonu, siedzieli tam: Ayato, Kanato i Laito.
- Maleńka, niezła bluzeczka - powiedział kapelusznik z tym swoim uśmieszkiem.
- Dziękuję wielmożny panie - odpowiedziałam ironicznie.
- Naleśniku! Ugotuj coś.
- Na przykład?
- Naleśniki z syropem klonowym - powiedział Kanato przerywając zabawę swoim Teddym , a chłopcy mu przytaknęli.
-  Niech wam będzie i tak nie mam nic innego do roboty.

                                                                                                    *

W kuchni zaczęłam śpiewać Genie In A Bottle, bo byłam pewna, że jestem sama.
- Ty wiecznie coś śpiewasz.
- Tak? Nie sądzę. - próbowałam się wywinąć nie lubiłam, gdy ktoś słyszał jak śpiewam.
- Wiesz jako wampir mam trochę wyostrzony słuch, więc nawet kiedy śpiewasz tak cicho, że żaden człowiek cię nie usłyszy, ja zawsze słyszę.
- No cóż . . . rozgryzłeś mnie, to takie zboczenie zawodowe. Gdy byłam młodsza grałam w zespole.
- A na czym grałaś?
- Na gitarze elektrycznej i . . . śpiewałam, ale to stare dzieje.
- A chciałabyś jeszcze raz zagrać i może zaśpiewać?
- Hm . . .zagrać fajnie by było, ale śpiewać . . . no nie wiem.
- Bo, wiesz mamy tu gitarę.
- Serio! - odwróciłam się tak szybko, że prawie przewróciłam patelnię.
- Tak jest tu odkąd pamiętam i nikt na niej nie gra po prostu się kurzy. I uspokój się, bo spalisz naleśniki.

                                                                                                    *

Gdy zaniosłam talerz z naleśnikami i syrop chłopakom, Laito zapytał mnie czy mógłby posłuchać jak gram.
- Pewnie czemu nie.
- To może zagrasz w salonie - powiedział Reiji, który znikąd pojawił się w pokoju.
- O! Nie spodziewałam się, że w ogóle się zgodzisz.
- Bardzo chętnie posłucham jak grasz, tylko jeden warunek . . . nie za głośnio.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami.

                                                                                                     *

Umówiliśmy się, że jutro o tej samej porze zbierzemy się w salonie, ja pogram na gitarze, chłopcy zagrają w rzutki.
Kiedy zostałam sama w moim pokoju zdałam sobie sprawę, że stresuje się tylko dlatego, że Ayato będzie patrzył. W głębi duszy wiedziałam, że zaczynam czuć do niego coś więcej, ale nie chciałam tego do siebie dopuścić. Bałam się zostać zraniona. Miałam dwa wyjścia; Nie dopuścić Ayato za blisko siebie lub pozwolić mu na wszystko i mieć złamane serce. . . chociaż czy na pewno złamane?







poniedziałek, 12 października 2015

Diabolik Lovers: Prolog ( Lily )

Więc oto prolog do Lily, będę pisać też z perspektywy Marie,Yuki,Suzuki no i oczywiście Maki :)


Prolog


Nigdy nie widziałam rodziców. Przez trzy lata mojego życia mieszkałam w klasztorze. Były tam bardzo surowe zasady, za najmniejsze przewinienie trzeba było klęczeć na grochu przez godzinę.
Później przeniesiono mnie do innego klasztoru byłam tam do 9 roku życia, zasady były identyczne jednak żadnej z kar nigdy nie doświadczyłam. Zawsze po śniadaniu znikałam nad rzekę czytać książki lub pleść wianki, a w zimie szłam na wieżę albo na strych, ale zawsze wiedziałam o której godzinie wrócić, nie wiem skąd, mówił mi to zawsze taki cichy głos . . .

                                                                                                 * 

Idealnie w dniu moich 10 urodzin przyjechali moi "rodzice", pamiętam do dziś słowa matki - Jaka ona malutka i delikatna jak elf . . . naprawdę ma już 10 lat?.
- Tak kończy dzisiaj.- Zawsze lubiłam siostrę Bernadettę była dla mnie miła i nauczyła mnie wielu rzeczy np; pleść wianki.
- Elf?Czytałam o nich w książkach, ale nigdy nikt mnie do nich nie porównywał - Myślałam, pewnie wyglądałam głupio gapiąc się na nich moimi wielkimi oczyma.
- Możemy ją adoptować? - Pytał o to mój ojciec, pamiętam, że nie miałam pojęcia co to znaczy . . . tak mało wiedziałam o życiu.
Oczywiście! Możecie ją wziąć nawet dzisiaj . . .Ona tutaj nie pasuje jak zauważyliście jest taka delikatna i krucha . . . tutaj jest dla niej zbyt duża dyscyplina.
- Rozumiem, na pewno będzie się u nas dobrze czuła.
- Tak . . . też tak sądzę . . . Lily!
- Jestem . . . 
- Ci mili państwo będą od dzisiaj twoimi rodzicami, pojedziesz z nimi do domu.
- Cieszę się . . . - Chyba - Dodałam w myślach.

                                                                                                  *

Jeszcze tego samego popołudnia pojechałam z nimi na Okinawę, poznałam moje siostry. Teraz cieszę się, że mnie adoptowali, gdyby to się nie wydarzyło nie poznałabym chłopaków ani Maki i Yoko. Chciałabym tylko jeszcze poznać moich biologicznych rodziców.


Uwaga!

Niestety Diabolina odeszła z bloga z powodu braku czasu na pisanie, może kiedyś jeszcze się pojawi. Będziemy tęsknić. ;(


Diabolik Lovers: Prolog ( Yoko )

   Strasznie przepraszam za moją bardzo długą nieobecność na blogu ,ale miałam dużo spraw do załatwienia.Lecz teraz gorąco zapraszam do czytania!





Prolog

. . .  Cios w twarz, potem w brzuch, kaszel krwią. Ta bezradność, tak pamiętam to dobrze. Kiedy starsze dzieci z sierocińca się nade mną pastwiły : biły, obrażały, poniżały, tylko dlatego, że wyglądałam inaczej niż wszyscy i byłam innego pochodzenia. Opiekuni udawali, że nie widzą, ale oni patrzyli . . . z taką samą nienawiścią w oczach jak wszyscy.
Miałam wtedy 6 lat, ale doświadczyłam już mnóstwo bólu i cierpienia. Chciałam się zemścić na nich wszystkich, pozarzynać jak świnie . . . Takie właśnie myśli miałam jako 6 latka. Przerażające prawda?.

                                                                                                            *

Kiedy moja biologiczna matka mnie odwiedziła i dowiedziała się dlaczego jestem taka poturbowana, pierwsze co zrobiła to zabrała mnie na strzelnicę i nauczyła strzelać, później pokazała trochę z samoobrony, a na koniec przepraszała, że nie może mnie ze sobą zabrać. Był to najszczęśliwszy dzień mojego życia.
Po tym jak mama odprowadziła mnie z powrotem do domu szaleńców ( Tak go w myślach nazywałam) były „zajęcia” na podwórku. Jeden z najstarszych chłopców znów próbował mnie zaatakować.
- Nie tym razem. – To były ostatnie słowa jakie usłyszał w swoim życiu, bo zaraz po nich przyłożyłam mu do gardła pistolet, a dokładnie M1911  i pociągnęłam za spust. Kilka dni po tym incydencie, który uszedł mi na sucho, przyjechali moi teraźniejszy rodzice. Jednak teraz sądzę, że u nich wcale nie było lepiej, jedyne co mi dali to pieniądze . . . cieszę się, że teraz jestem z siostrami i chłopakami w rezydencji, przynajmniej się nie nudzę.



niedziela, 11 października 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 11 ( Maki )

Zapraszam na 11 rozdział DL. Życzę miłego czytania. :)


Matematyka

Wieczorem na lekcji matematyki nauczyciel ogłosił krótką diagnozę z zeszłorocznego materiału, aby sprawdzić co pamiętamy. Nie był to dla mnie problem ani żaden stres, ale Ayato . . .
- Ej, wszystko w porządku - był bledszy niż zazwyczaj.
- Tak, wszystko ok . . . chyba.
- To chyba czy tak?
- Tak . . . zapomniałem cię zapytać czemu jesteś w klasie wyżej?
- Ech . . . - wiedziałam, że kiedyś mnie o to zapyta, ale nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć czułam, że robi mi się gorąco. - Bo, okazało się, że opanowałam już cały zeszłoroczny materiał. - Ayato zrobił minę jakby mi nie wierzył i jednocześnie był trochę zaskoczony. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nauczyciel zaczął rozdawać kartki.


                                                                                                  *

Po sprawdzianie był japoński, lekcja jak lekcja w sumie nie słuchałam.
Cały czas myślałam o Ayato - Dlaczego był taki zestresowany? Przecież to było proste . . . albo dla mnie było proste - załamałam się własnymi myślami.
- Może  . . . panna Komori - zamyśliłam się tak bardzo, że nie usłyszałam nauczycielki.
- Ej . . . - Ayato mnie szturchnął - . . . Maki - Kiedy wymówił moje imię   " obudziłam się". Najpierw popatrzyłam zdziwiona na Ayato, a później na nauczycielkę. Poprosiłam o powtórzenie pytania po czym na nie odpowiedziałam przy śmiechach i chichach całej klasy. Nie zwracałam na nich uwagi.
Nie oni byli teraz ważni, a to że on po raz pierwszy nazwał mnie po imieniu. Po lekcji Ayato gdzieś znikł. Zobaczyliśmy się dopiero w limuzynie, ale nic do mnie nie mówił nawet nie patrzył. Założyłam słuchawki wsłuchując się w słowa Enter Sandman.

                                                                                                   *

W domu Ayato  gdzieś się zaszył. Z racji, że w szkole nic nie zjadłam poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki z nutellą i pójść odrobić pracę domową. Tak też zrobiłam.
 W moim pokoju nie potrafiłam się   skupić. Zamknęłam książki i włączyłam album Metalliki. Zdrzemnęłam się kiedy spojrzałam na zegarek była 22:00. Wyłączyłam muzykę i poszłam wziąć prysznic.
Kiedy położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć poczułam, że materac za mną ugina się po ciężarem kogoś innego, domyśliłam się, że był to Ayato. Chciałam się obrócić, ale on objął mnie od tyłu i powiedział:
- Nie patrz na mnie . . . śpij.
- Yhy . . . - przytaknęłam i zasnęłam.


sobota, 3 października 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 10 ( Maki )

Przepraszam za moją długą nieobecność. Dzisiaj 10 rozdział mam nadzieję, że się spodoba :)


Ayato

Obudziłam się o 10:00. Przede mną siedział Ayato.
- Naleśniku śpisz w bardzo dziwnych miejscach.
- Nie ja po prostu tutaj zasnęłam, bo . . . ee . . . no,ten.
- Już się nie tłumacz . . . 
Patrzył jakby czegoś chciał . . . Po chwili zrozumiałam czego.
- O nie, tym razem nie dam się podejść! - powiedziałam i zeskoczyłam z na ziemię po czym pobiegłam do rezydencji.

                                                                                                 *          

W pokoju zamknęłam drzwi i podparłam klamkę krzesłem. Z kołder i poduszek zrobiłam fort. - Teraz tylko czekać. -   Przypomniałam sobie, że wzięłam tutaj pistolet na wodę i balony. Wyciągnęłam  to szybko z torby, pobiegłam do łazienki i napełniłam amunicje. Wróciłam do fortecy i czekałam na Aytao.   
    
                                                                                                  *       

Po kwadransie usłyszałam jego śmiech.
- Co? Gdzie? Jak?
- Bardzo fajna twierdza szkoda, że nie pełni swoich funkcji. - Zburzył jedną ścianę, a ja chwyciłam za pistolet z wodą, który był schowany w "sejfie" z poduszek.
- A masz! - zaczęłam strzelać, a jego mina była bezcenna.
- Naleśniku!  Wszedł do mojego fortu i po chwili okładania się poduszkami pistolet i balony wylądowały na ziemi, a ja na Ayato. Zarumieniłam się i usiadłam.
- Niech ci będzie. - Odgarnęłam moje włosy na bok. Ayato uśmiechnął się i usiadł przede mną.  Za nim mnie ugryzł musnął mój policzek ustami, co bardzo mnie  zaskoczyło, ale zaraz po tym poczułam na szyi ból przebijających moja skórę kłów . . .