piątek, 26 kwietnia 2019

informacja

tak jakby wracam, raczej zapraszam na wattpada, jeżeli ktokolwiek chce czytać nowe wypociny mojego autorstwa, bo to miejsce umarło. 



sobota, 11 marca 2017

One Shot #1

Ostatnio miałam dużo weny na pisanie krótkich opowiadań, więc stąd to co za chwile przeczytacie ;P Powinno pojawić się jeszcze jedno ( albo dwa xD ) opowiadania tego typu, a potem biorę się za rozdziały do DiaLovers. Więc Miłej Lektury ^^


Boisko

Szłam miastem, było coś koło 20:00. W słuchawkach grało "Nothing Else Matters" Metalliki. Z nieba padał śnieg, a ja miałam na sobie tylko legginsy i bluzę. 
Skręciłam w Black Street. Na boisku kilku chłopaków grało w kosza. Chciałam przemknąć niezauważona, ale potknęłam się o kamień i wyrżnęłam jak długa rozwalając słuchawki i kolana.
- Kurwa - zaklęłam otrzepując spodnie i ręce.
Nagle przede mną wyrosło dwóch chłopaków, którzy wcześniej grali na boisku. 
- Te, niunia. Zagrasz z nami - powiedział wysoki brunet obejmując mnie ramieniem.
Śmierdziało od niego piwem, a do tego był strasznie nachalny. Zrzuciłam jego ramię i chciałam odejść kiedy odezwał się drugi - blondyn, trochę niższy od pierwszego i po głosie wydawało mi się, że młodszy.
- Mike, spokojnie, bo ją przestraszysz - zaczął się śmiać.
- Wybaczcie chłopcy, ale muszę iść - próbowałam się wywinąć
- Hola, hola. Idziesz z nami - wzięli mnie pod ramiona i dosłownie wrzucili na boisko.
Wstałam i usiadłam na ławce obok chłopaka z czerwono-czarnymi włosami.
Siedział z rękami rozłożonymi na oparciu ławki. Miał zamknięte oczy i głowę odchyloną do tyłu. Wyglądał jakby spał, dlatego nie widziałam problemu i przyglądałam mu się dalej.
Miał na sobie trampki, dresowe spodnie i czarną bluzę z kapturem zarzuconym na głowę z pod którego wystawała grzywka.
- Nie przejmuj się ich zachowaniem, są kompletnie pijani. - odezwał się nie otwierając oczu.
Szybko odwróciłam wzrok  i wbiłam go w bruk pod moim nogami, czując, że robię się cała czerwona.
- Mhm - wybąkałam.
Chłopak przeciągnął się i spojrzał na mnie. Miał duże zielono-niebieskie oczy i ciemne gęste rzęsy.
- Nazywam się Pieter - uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Alex - uścisnęła jego dłoń.
- Mieszkasz gdzieś w okolicy? - zapytał.
- Tak jakby, ale kurde nie do końca - włączył mi się tryb śmieszka.
Zaśmiał się:
- Czyli pewnie mieszkasz w Blacwood Willage.
- Tak, skąd wiedziałeś?
- Moja babcia tam mieszka.
- Mhm - zastanawiałam się przez chwilę, czy już go gdzieś nie widziałam.
- Chodź, pokaże ci coś - wstał i złapał mnie za rękę. - Przeprasza, to z przyzwyczajenia . . .- mruknął czerwieniąc się, ale nie puszczając mojej dłoni.
- Ok - wstałam trzymając jego rękę.
Spojrzał na nasze splecione dłonie i automatycznie się uśmiechnął.
Zaprowadził mnie na dach największego wieżowca w mieście, gdzie był piękny widok na panoramę.
Było mi masakryczne zimno i  miałam całe zgrabiałe ręce, ale nie żałowałam, że jestem tu z nim.
Nagle poczułam  ciężar materiału na ramionach.
- Ale tobie będzie zimno - zdjęłam jego bluzę z ramion i chciałam mu ją oddać.
- Nie, weź nie jest mi zimno, tobie bardziej się przyda.
Siedział teraz w krótkich rękawku. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale był bardzo dobrze zbudowany miał wyraźnie zarysowane mięśnie i duże ręce. Do tego był bardzo przystojny. Tu było dużo jaśniej i mogłam lepiej przyjrzeć się jego twarzy. Miał delikatne rysy, ale nie kobiece, wyraźnie zarysowaną szczękę. Był szczupły, a do tego niesamowicie wysoki.
Długo gadaliśmy, a potem odprowadził mnie na przystanek. Kiedy podjechał mój autobus, w ostatniej chwili do mnie podszedł, mocno przytulił i szepnął: Kocham Cię

niedziela, 11 grudnia 2016

Diabolik Lovers Rozdział 14

Hej! Przepraszam za moją długą nieobecność. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, więc bez zbędnych tłumaczeń zapraszam do czytania :D [ Aleksis ]


Nowi Domownicy


Wreszcie nadszedł dzień przyjazdu Yoko do rezydencji. Byłam bardzo podekscytowana, bo nie miałam z nią kontaktu od 6 miesięcy.
- Coś ty taka radosna naleśniku? - Ayato zaczepił mnie w drodze do kuchni.
- Braciszku to ty nic nie wiesz? - Laito zrobił teatralną zdziwioną minę. - Przecież dzisiaj przyjeżdża starsza siostra Maki . . . Yoko jak mniemam - wymownie na mnie spojrzał.
- Tak nazywa się Yoko i ma 17 lat. - Odparłam z dykcją przedszkolaka.
- A jak wygląda? - Laito podszedł bliżej. - Podobna do ciebie?
- Coś ty taki ciekawski, wybrałeś ją na kolejną swoją ofiarę? - Ayato uśmiechnął się szyderczo.
- A co jeżeli odpowiem, że tak . . . - Laito na chwilę spoważniał, jego wzrok stał się całkiem nieobecny, jakby coś sobie przypominał, ale po chwili na jego twarzy znów zagościł, tak dobrze mi znany szelmowski uśmiech. - To jak odpowiesz na moje pytanie czy nie?
- Pewnie, więc, Yoko jest trochę niższa ode mnie, ma czerwone włosy, pomarańczowe oczy. Śniadą cerę. Całkiem spory biust . . . - Tu spojrzałam na niego wymownie - Ogólnie to nie jest podobna do mnie.
Wyraz twarzy Laito w tym momencie był bardzo nieobecny, po prostu odleciał. Miał tajemniczy uśmieszek satysfakcji na twarzy i wypieki.
- Wiedziałem . . . - szepnął po czym zniknął
Zaczynałam się bać o moją siostrę.
Ayato ulotnił się chwilę przed Laito.
Straciłam apetyt więc zmieniłam kurs z kuchni na mój pokój.

*

Około 16 rozległo się pukanie do drzwi.
- To pewnie Yoko - pomyślałam
Zbiegłam ze schodów, ale wyprzedził mnie Laito.
Kiedy stanęłam obok niego otworzył drzwi, a za nimi zamiast samej Yoko ujrzałam także Lily. Na chwilę straciłam rezon, ale zaraz się opamiętałam.
- Witajcie siostrzyczki - uściskałyśmy się i weszłyśmy do środka.
Laito nawet się nie odezwał, tylko podążał za nami z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Pewnie jesteście zmęczone. Zostawcie bagaże, zaraz zabiorą je służący i zaniosą do waszych pokoi - Spojrzałam na lokaja, aby dać mu do zrozumienia, aby przygotować sypialnię dla Lily. Wydawało mi się, że zrozumiał, bo skinął głową i wysłał gdzieś jedną z pokojówek.

*

- Tak się o ciebie martwiłam, myślałam, że będziesz wyglądać jak siedem nieszczęść, ale jak widzę nieźle się trzymasz. - Yoko wybuchła potokiem słów po przekroczeniu mojego pokoju.
W drodze do niego wytłumaczyłam im, że teraz do mnie, a potem na obiad do jadalni. Nie powiedziałam im jednak, że zostaną żonami, dwójki z nich.
- Tak, wszystko ze mną w porządku, tylko powiedz mi co tu robi Lily? - popatrzyłam na nią z wyrzutem, jak mogła ją tu zabrać.
- Już wszystko tłumaczę . . . no więc . . . - Tu Yoko ( z wtrąceniami Lily ) opowiedziała historię ze zmianą liceum. Mówiąc jednak dała mi do zrozumienia, że to jeszcze nie wszystko, ale nie powinna o tym mówić przy Lily.
Zanim się obejrzałyśmy trzeba było zejść do jadalni. Po drodze opowiedziałam im historię moją i Sakamakich ( omijając niektóre szczegóły ). Zestresowana przekroczyłam z nimi próg jadalni.

*

Dziewczyny rozglądały się po chłopakach. Kiedy Yoko zobaczyła Laito wyraźnie się spięła, a na jej twarzy mieszały się: strach, zaskoczenie i . . . wstyd? Przecież widziała go wcześniej, czyżbym czegoś nie zauważyła? Laito szyderczo się do niej uśmiechał. Nie miałam pojęcia co ukrywa ta dwójka.
Lily była zachwycona wszystkim, jak małe dziecko.
Usiadłyśmy do stołu.

*

Po chwili ciszy zabrałam głos.
- Więc z racji, że nie znacie jeszcze moich sióstr, a one nie znają was, pozwólcie, że je przedstawię. Yoko - wskazałam na siedzącą po mojej lewej. - I Lily - pomachała siedząca po mojej prawej. - O przyjeździe mojej fioletowłosej siostry nie miałam pojęcia.
- Ale ja miałem - Shuu odchylił się niebezpiecznie na krześle.
- Cieszę się, że raczyłeś nas o tym poinformować - odrzekł zirytowany Reiji.
- Dziewczyny - przerwałam zaczynającą się kłótnie pomiędzy chłopakami. - Mówiłam wam trochę o chłopakach, ale jeszcze nie miałam okazji ich oficjalnie przedstawić, więc zaczynając od najstarszych. Shuu - wskazałam blondyna, który lekko skinął głową.- Reiji - wstał i się ukłonił. - Trojaczki: Ayato - machnął do nich ręką. - Laito - posłał Yoko jeden ze swoich szelmowskich uśmiechów. - Kanato - wpatrywał się w Lily. - i najmłodszy Subaru. -  po minach dziewczyn wywnioskowałam, że wcześniej go nie zauważyły.
- Nie musiałaś podkreślać, że jestem najmłodszy - fuknął Subaru, a ja w odpowiedzi posłałam mu niewinny uśmiech.
- Laito Sakamaki - szepnęła Yoko do siebie.

*

Modliłam się, żeby żadna nic nie odwaliła, szczególnie Yoko. Na szczęście obiad poszedł pomyślnie i kiedy mieliśmy się rozejść, któryś rzucił propozycję zagrania w rzutki.

*

- Nagrodą, będą jak zawsze dziewczyny - powiedział Laito już w salonie.
- Co proszę?! - Obruszyła się Yoko, która miała duże zapędy feministyczne. - Nie jestem rzeczą  i nie ma zamiaru grać w twoje głupie gierki.
- Yoko - powiedziałam kręcąc głową.
- Maki, a z tobą co się . . .- podeszłam do niej i szepnęłam:
Później ci wytłumaczę proszę wytrzymaj . - pokiwała głową.
Pierwszy raz widziałam, żeby Kanato grał z resztą.Kiedy nadeszła jego kolej spojrzał na Lily i miał rzucać. W tym samym momencie poczułam ostre ukucie w głowie i straciłam przytomność, miałam wizję pierwszą od 7 lat.




poniedziałek, 20 czerwca 2016

Diabolik Lover: rozdział 1 ( Yoko )

Przepraszam za bardzo długą przerwę, ale nie miałam czasu i było dużo nauki,  lecz zbliżają się wakacje i rozdziały powinny pojawiać się częściej . . . przynajmniej tak myślę xD


Kłótnia

- 8:00 . . . jeszcze chwilę pośpię.
Wstałam o 12:00, schodząc po schodach przysłuchiwałam się rozmowie Lily z  matką. Młoda prosiła ją o to, aby mogła iść do tego samego liceum co ja i Maki , uznałam, że sama nie da rady przekonać tej zołzy więc się wtrąciłam:
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł, żeby Lily poszła razem z nami do liceum. - stanęłam po stronie siostry.
- Nareszcie wstałaś . . . - powiedziała matka piorunując mnie spojrzeniem.
-  Tak, tak, wracając do tematu, myślę, że od początku powinnyśmy iść w trójkę do jednej szkoły, w końcu jesteśmy siostrami . . . prawda Lily? - spojrzałam na nią z uśmiechem
- Eeee, tak. . . . tak masz rację - odpowiedziała trochę oszołomiona.
Matka popatrzyła na mnie znacząco, ale Lily i tak tego nie zauważyła.
- Dobrze . . . - mruknęła pod nosem - W takim razie Lily, jeżeli taka jest twoja decyzja, nie będę się jej sprzeciwiać. Możesz iść z Maki i Yoko do liceum . . .
- A co z moim teraźniejszym liceum? - zapytała 
- O to się nie martw, wszystko załatwię - odpowiedziała jej z tak sztucznym uśmiechem, że aż chciało mi się rzygać.
- Tak się cieszę! - krzyknęła Lily i  pobiegła na górę.
Widząc jak diametralnie zmienił się wyraz twarzy Anastazji, wiedziałam, że czeka mnie dłuuuga rozmowa.
- Czy ty wiesz co narobiłaś?! - nakrzyczała na mnie.
- O co ci chodzi?! Przecież chciała iść, do niczego jej nie zmuszałam, ja ją tylko poparłam. - odpowiedziałam podniesionym głosem.
Matka westchnęła głośno:
- Ah . . . Dobrze, uspokójmy się, wiesz może co u Maki?
- Nie, nie dzwoniła ostatnio . . .
- No właśnie, więc możemy założyć, że . . . że jest martwa.
-Co?! Ona nie dałaby się tak łatwo zabić! - wykrzyczałam zbulwersowana, uderzając ręką w stół.
- Wiesz, że jeżeli "oni" dalej będą mieć takie wiarygodnie alibi, a my dalej będziemy mieli obowiązek ich wyżywić, z racji, że jesteśmy dłużni tej rodzinie . . . To ja nie będę mogła nic zrobić, nawet wiedząc, że dzieje wam się krzywda. . .
- Nawet, jakbyś mogła to i tak byś nam nie pomogła, a wiesz czemu, bo to nie ty nas urodziłaś i wychowałaś, adoptowaliście nas z ojcem tylko po to, żeby spłacać ten dług krwi który ciągnie się już ponad 200 lat! - wykrzyczałam ze łzami w oczach.
- Yoko nie mów tak! To, że nie zawsze mam dla was czas nie oznacza, że was nie kocham. A po za tym gdybym mogła mieć własne dzieci . . . córki, to niestety  je też musiałabym oddać w łapy tych krwiożerczych bestii! - ona też krzyczała przez łzy.
W gruncie rzeczy wydaje mi się, że ta kobieta ma jeszcze resztki serca.
- A to co zrobiliście Maki, to niby też z MIŁOŚCI? I to jak ją traktujesz, to też?!
- Myślisz, że nie cierpiałam, gdy widziałam ośmioletnie dziecko, któremu wycinają na ręce pentagram, do tego na żywca . . . ja tego nie chciałam, to twój ojciec, ja nie mogę się mu sprzeciwić . . . 
- Dlaczego?!
- Teraz tego nie zrozumiesz . .  przepraszam was za wszystko co was spotkało i  . . . spotka.- mówiła coraz bardziej nie wyraźnie przez łzy które spływały jej po policzkach.
Zrobiło mi się jej żal, więc postanowiłam ją przytulić i pocieszyć.
- Nie płacz mamo, wierze ci.
Ona też mnie przytuliła i płakałyśmy razem nad tym co się działo, dzieje i będzie działo jeszcze długi czas, aż ojciec tych chłopców nam nie odpuści lub po prostu nie zginie, nasze córki też będą musiały przez to przechodzić . . . o ile kiedyś będziemy je mieć.
Postanowiłam do tego nie dopuścić, będę walczyć!



wtorek, 3 maja 2016

Special Urodzinowy ( Maki )

Hej! Przepraszam ( znowu ) za moją dłuuugą nieobecność, special miał pojawić się na dniach, a wyszło jak wyszło. No cóż nie będę się tłumaczyć po prostu mi się nie chciało. Ale teraz już jestem i zapraszam! ( Jeżeli ktokolwiek to czyta xD )  ~^.^~


Urodziny

Obudziłam się po południu i poczułam rwący ból w szyi. W momencie przypomniałam sobie wczorajsze wydarzenia. Byłam wściekła na siebie za to, że uległam, postanowiłam przy najbliższej okazji wygarnąć Ayato co o nim myślę, albo lepiej, nic mu nie powiem, będę traktować go jak powietrze. 
Po tym jakże " rycerskim" postanowieniu chciałam udać się na dół, ale z jakiegoś powodu drzwi były zamknięte. Odwróciłam się  i zahaczyłam wzrokiem o kalendarz:
- 31 grudnia . . . 31 grudnia! - Dzisiaj były moje 17 urodziny, ponadto Sylwester - moje ulubione święto.
Przez chwilę myślałam co zrobić i uznałam, że najzwyczajniej w świecie się przebiorę i zacznę czytać książkę ( w końcu muszą kiedyś otworzyć te drzwi ). Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie mój brzuch zaczął dawać znak, że potrzebuje pożywienia.
Uznałam, że spróbuję jeszcze raz otworzyć drzwi tradycyjnym sposobem, ale one ani rusz, ( jak się zresztą spodziewałam ). Wydobyłam, więc scyzoryk wielofunkcyjny z mojej torby i otworzyłam nim drzwi.
Niemałe było moje zdziwienie, gdy ujrzałam korytarz pełny serpentyn, balonów innych tego typu ozdób. Okna były szczelnie zasłonięte i wydawało się, że jest środek nocy, a nie dnia. Na szczęście nie natknęłam się na żadnego wampira. W kuchni szybko zrobiłam kanapki i czmychnęłam z powrotem do sypialni.
Po zjedzonym posiłku stanęłam przed  lustrem i uznałam, że z takiej okazji warto by było się trochę odstawić. Ubrałam więc: czarną postrzępioną sukienkę do kolan, czarne botki i czerwoną pelerynkę z futrzanym obszyciem i kapturem. Zrobiłam ciemne smokey eye, bordowe usta i ułożyłam moją grzywkę na "emo", gdy uznałam, że wyglądam świetnie i miałam już odejść od lustra, do pokoju wszedł Ayato, chwilę na mnie patrzał po czym zawiesił mi na szyi gotycką kolię, wychodząc rzucił:
- Przyjdź do salonu.
I zniknął.
Na dole byli już wszyscy i wszyscy gapili się na mnie przez dłuższą chwilę,  w końcu odezwał się Laito:
- No maleńka ładnie wyglądasz . . . - uśmiechnął się i zjechał spojrzeniem na mój dekolt - Mogłabyś zdradzić nam jak otworzyłaś drzwi?
- Nie wiem o czym mówisz . . . - zrobiłam minę niewinnej dziewczynki.
- Jeżeli myślałaś żeśmy się cię nie widzieli, to chyba zapomniałaś z kim mieszkasz.
- No więc, po prostu byłam głodna i drzwi same się otworzyły - postanowiłam się z nimi podroczyć.
- Ore - sama każe ci mówić! Inaczej spotka cię kara - Ayato znowu zaczął wyjeżdżać ze swoim "tytułem".
Całkowicie go zignorowałam, ba nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie ignoruj mnie naleśniku . . . - stanął przede mną.
- No więc po co mnie wezwaliście? - zapytałam nic sobie nie robiąc ze stojącego przede mną Ayato.
- Z tego co nam wiadomo masz urodziny . . . prawda Teddy? - odpowiedział Kanato, który na chwilę oderwał się od słodyczy na jego talerzu.
- Owszem  i dlatego maleńka chcieliśmy ci złożyć życzenia. - Laito wstał i wyszedł, po kilku minutach wrócił z tortem na którym paliło się 17 świeczek.
- Wow, nie spodziewałam się tego po was . . . - serio byłam zaskoczona, myślałam, że będzie jak zawsze nawet nie zwrócą na to uwagi.
- No więc . . . - popatrzył na zebranych, wszyscy wstali i zaczęli śpiewać mi sto lat.
Uśmiechałam się od ucha do ucha, zjedliśmy tort, który był pyszny, dostałam też prezent a mianowicie nowiutką wieże stereo, która miała wejście na kasetę, płytę CD i PenDrive.
- Gdzie taką znaleźliście? - Sama kiedyś takiej szukałam.
- Tajemnica - powiedział kapelusznik z tajemniczym uśmieszkiem.
Reiji zamknął głośno książkę i wstał:
- Na razie możecie się rozejść spotkamy się tu o 23:00 . . . punktualnie.
Laito pomógł mi zanieść wieżę do pokoju i ulotnił się po słowach:
- Do zobaczenia maleńka.
Patrzyłam przez okno i zastanawiałam się nad tym co się stało, aż w pewnej chwili usłyszałam skrzypnięcie łóżka, wiedziałam, że to Ayato dlatego się nie odwróciłam.
- Dlaczego mnie ignorujesz? . . . -  Nie odpowiedziałam
- Chyba mam prawo wiedzieć! - wstał
 - . . . - podszedł do mnie i objął mnie w tali od tyłu.
Nie wiedziałam co zrobić z jednej strony wiedziałam, że coś do niego czuję z drugiej byłam na niego zła. Po kilku minutach, oszalałego bicia mojego serca odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego zielone oczy.
Staliśmy tak w bezruchu kilka minut, po czym znienacka mnie pocałował.
Czułam, że robi mi się gorąco  w końcu to mój pierwszy pocałunek, ale chciałam, żeby trwał. Czułam, że w tym momencie mu wybaczyłam.
O 23:00 stawiliśmy  się w salonie:
- No widzę, że gołąbeczki się pogodziły . . . a już myślałem, że ci ją odbiję -  Laito popatrzał na Ayato i  zrobił teatralny gest rozpaczy.
Później chłopcy grali w rzutki i czekaliśmy na północ. 
Gdy wreszcie doczekaliśmy się fajerwerków, Ayato objął mnie i przez chwilę poczułam się tak . . . szczęśliwa, nie potrafię tego określić, w każdym razie na koniec wypiliśmy szampana i poszłam spać, a Ayato razem ze mną. Zasnęłam w jego ramionach z poczuciem, że to były najlepsze urodziny w moim życiu. 


piątek, 1 stycznia 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 13 ( Maki )

Zapraszam na rozdział 13 nad którym spędziłam najwięcej czasu. Miłego czytania.
 Na dniach powinien pojawić się bonus urodzinowy Maki.  [ Aleksis ]


Wstyd i Upokorzenie

Obudziłam się bardzo wcześnie, bo o 5:00 rano, o dziwo nie było ze mną Ayato. Przypomniałam sobie, że miałam zagrać dzisiaj chłopakom na gitarze.
- Ta ciekawe co? - zastanawiałam się idąc do łazienki.
Wracając natknęłam się na Laito.
- O! Cześć . . .
- Witaj Maleńka, co robisz tu tak wcześnie? - W jego głosie wyczułam nutę niepokoju.
- Tak jakoś wstałam . . . coś się stało?
- Nie. - Odpowiedział i wyminął mnie, aby zejść po schodach.
Wchodząc do pokoju spojrzałam na kalendarz i zdałam sobie sprawę, że jutro są moje urodziny i że były święta, a ja w ogóle nie zwróciłam na to uwagi.
- 17 - pomyślałam przebierając się z piżamy w spodenki i t-shirt z AC/DC.
Zachowanie Laito wzbudziło we mnie pewne podejrzenia, dlatego wolałam nie schodzić. 
W pokoju czytałam książkę: " Wywiad z Wampirem" i wymyśliłam co zagram chłopakom: 

*

Była już 11:00, a jeszcze nikt nie przyszedł mnie odwiedzić.
- Pomarli czy co? - powiedziałam do siebie półgłosem.
Zeszłam na dół, nie było nikogo, w salonie też. Za to pod ścianą stała czerwona gitara i wzmacniacz. Rozejrzała się jeszcze chwilę czy na pewno nikogo nie ma.
Podłączyłam wzmacniacz i podpięłam do niego gitarę. Chwilę się jej przyglądałam po czym zaczęłam grać początkowo planowany Amaranth, ale w pewnym momencie przestałam i pomyślałam, że skoro nikt nie patrzy to mogę też śpiewać. Czułam się tak jak wtedy kiedy grałyśmy na scenie. Byłam także bardzo zaskoczona jak łatwo idzie mi gra po takiej długiej przerwie w ćwiczeniach powinnam teoretycznie zapomnieć połowy chwytów.

*

Gdzieś w środku grania Master of Puppets  do salonu wkroczył Ayato. Nie ukrywam, że się przestraszyłam i przez przypadek wyłączyłam wzmacniacz.
- Możesz mnie tak nie straszyć? - powiedziałam lekko roztrzęsiona.
- Byłem tu cały czas - odpowiedział mi z sadystycznym uśmiechem.
- C- cały czas?! - prawie piskałam.
- Tak i słyszałem W S Z Y S T K O - przeliterował ostatnie słowo. -  I wiesz co? . . . Postanowiłem, że będziesz mi zawsze grać i śpiewać.
- Chyba cię coś boli! Nie będę nikomu śpiewać.
- A co jeżeli cię zmusimy -  Laito wszedł do pokoju.
- Ciekawe jak? - popatrzyłam na obu wyzywająco.
Odłożyłam gitarę i wstałam z zamiarem wyjścia.
- Dokąd to maleńka - Laito zagrodził mi drogę wyjścia.
Postanowiłam go jakoś wykiwać i w tym celu cofnęłam się, za mną jednak stał Ayato do którego dobiłam. Poczułam, że serce zaczyna mi szybciej bić od skoku adrenaliny. Mimo wszystko musiałam pamiętać, że to wampiry.
Laito zaczął się śmiać, a ja cofać. Kiedy w pewnym momencie moje plecy zetknęły się ze ścianą poczułam, że muszę się przygotować na najgorsze. 
Im bliżej mnie był Ayato tym bardziej powiększał się jego uśmiech. Był już tuż przede mną złapał mocno moje nadgarstki i unieruchomił je nad moją głową. Próbowałam się uwolnić, ale im bardziej się szarpałam tym bardziej on zaciskał uścisk. Laito, gdzieś wyparował, byliśmy sami.
- Ile razy będziesz stawiała opór, tylekroć będę wysysał z ciebie krew. - powiedział patrząc mi prosto w twarz, po czym dodał  szeptem - Sprawię, że poczujesz na sobie moje kły - W tym momencie wiedziałam, że o delikatności nie ma mowy. 
Ayato wgryzł się w moją szyję, tak mocno, że zobaczyłam mroczki przed oczami i wcisnęłam się mocniej w ścianę. Tych kilka chwil wydawały się wiecznością. Kiedy w końcu się odessał zapytał:
- Czy dalej uważasz, że nikomu nie będziesz śpiewać?
Z oczyma pełnymi łez zaczęłam śpiewać Hallelujah i zastanawiałam się kiedy stały się ze mnie takie ciepłe kluchy
Gdy skończyłam, Ayato znów się we mnie wgryzł tym razem dużo delikatniej, ale jednak straciłam przytomność. Miałam wrażenie, że usłyszałam od niego ciche " dziękuję", ale raczej mi się wydawało. Ciekawe czy wiedzą, że mam jutro urodziny?







Uwaga!

Z racji, że wczoraj były urodziny Maki szykuję bonus który pojawi się zaraz po rozdziale 13. Mam nadzieje, że uda mi się wrzucić wszystko dziś. [ Aleksis ]