Boisko
Szłam miastem, było coś koło 20:00. W słuchawkach grało "Nothing Else Matters" Metalliki. Z nieba padał śnieg, a ja miałam na sobie tylko legginsy i bluzę.
Skręciłam w Black Street. Na boisku kilku chłopaków grało w kosza. Chciałam przemknąć niezauważona, ale potknęłam się o kamień i wyrżnęłam jak długa rozwalając słuchawki i kolana.
- Kurwa - zaklęłam otrzepując spodnie i ręce.
Nagle przede mną wyrosło dwóch chłopaków, którzy wcześniej grali na boisku.
- Te, niunia. Zagrasz z nami - powiedział wysoki brunet obejmując mnie ramieniem.
Śmierdziało od niego piwem, a do tego był strasznie nachalny. Zrzuciłam jego ramię i chciałam odejść kiedy odezwał się drugi - blondyn, trochę niższy od pierwszego i po głosie wydawało mi się, że młodszy.
- Mike, spokojnie, bo ją przestraszysz - zaczął się śmiać.
- Wybaczcie chłopcy, ale muszę iść - próbowałam się wywinąć
- Hola, hola. Idziesz z nami - wzięli mnie pod ramiona i dosłownie wrzucili na boisko.
Wstałam i usiadłam na ławce obok chłopaka z czerwono-czarnymi włosami.
Siedział z rękami rozłożonymi na oparciu ławki. Miał zamknięte oczy i głowę odchyloną do tyłu. Wyglądał jakby spał, dlatego nie widziałam problemu i przyglądałam mu się dalej.
Miał na sobie trampki, dresowe spodnie i czarną bluzę z kapturem zarzuconym na głowę z pod którego wystawała grzywka.
Miał na sobie trampki, dresowe spodnie i czarną bluzę z kapturem zarzuconym na głowę z pod którego wystawała grzywka.
- Nie przejmuj się ich zachowaniem, są kompletnie pijani. - odezwał się nie otwierając oczu.
Szybko odwróciłam wzrok i wbiłam go w bruk pod moim nogami, czując, że robię się cała czerwona.
- Mhm - wybąkałam.
Chłopak przeciągnął się i spojrzał na mnie. Miał duże zielono-niebieskie oczy i ciemne gęste rzęsy.
- Nazywam się Pieter - uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Alex - uścisnęła jego dłoń.
- Mieszkasz gdzieś w okolicy? - zapytał.
- Tak jakby, ale kurde nie do końca - włączył mi się tryb śmieszka.
Zaśmiał się:
- Czyli pewnie mieszkasz w Blacwood Willage.
- Tak, skąd wiedziałeś?
- Moja babcia tam mieszka.
- Mhm - zastanawiałam się przez chwilę, czy już go gdzieś nie widziałam.
- Chodź, pokaże ci coś - wstał i złapał mnie za rękę. - Przeprasza, to z przyzwyczajenia . . .- mruknął czerwieniąc się, ale nie puszczając mojej dłoni.
- Ok - wstałam trzymając jego rękę.
Spojrzał na nasze splecione dłonie i automatycznie się uśmiechnął.
Zaprowadził mnie na dach największego wieżowca w mieście, gdzie był piękny widok na panoramę.
Było mi masakryczne zimno i miałam całe zgrabiałe ręce, ale nie żałowałam, że jestem tu z nim.
Nagle poczułam ciężar materiału na ramionach.
- Ale tobie będzie zimno - zdjęłam jego bluzę z ramion i chciałam mu ją oddać.
- Nie, weź nie jest mi zimno, tobie bardziej się przyda.
Siedział teraz w krótkich rękawku. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale był bardzo dobrze zbudowany miał wyraźnie zarysowane mięśnie i duże ręce. Do tego był bardzo przystojny. Tu było dużo jaśniej i mogłam lepiej przyjrzeć się jego twarzy. Miał delikatne rysy, ale nie kobiece, wyraźnie zarysowaną szczękę. Był szczupły, a do tego niesamowicie wysoki.
Długo gadaliśmy, a potem odprowadził mnie na przystanek. Kiedy podjechał mój autobus, w ostatniej chwili do mnie podszedł, mocno przytulił i szepnął: Kocham Cię
- Mhm - wybąkałam.
Chłopak przeciągnął się i spojrzał na mnie. Miał duże zielono-niebieskie oczy i ciemne gęste rzęsy.
- Nazywam się Pieter - uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Alex - uścisnęła jego dłoń.
- Mieszkasz gdzieś w okolicy? - zapytał.
- Tak jakby, ale kurde nie do końca - włączył mi się tryb śmieszka.
Zaśmiał się:
- Czyli pewnie mieszkasz w Blacwood Willage.
- Tak, skąd wiedziałeś?
- Moja babcia tam mieszka.
- Mhm - zastanawiałam się przez chwilę, czy już go gdzieś nie widziałam.
- Chodź, pokaże ci coś - wstał i złapał mnie za rękę. - Przeprasza, to z przyzwyczajenia . . .- mruknął czerwieniąc się, ale nie puszczając mojej dłoni.
- Ok - wstałam trzymając jego rękę.
Spojrzał na nasze splecione dłonie i automatycznie się uśmiechnął.
Zaprowadził mnie na dach największego wieżowca w mieście, gdzie był piękny widok na panoramę.
Było mi masakryczne zimno i miałam całe zgrabiałe ręce, ale nie żałowałam, że jestem tu z nim.
Nagle poczułam ciężar materiału na ramionach.
- Ale tobie będzie zimno - zdjęłam jego bluzę z ramion i chciałam mu ją oddać.
- Nie, weź nie jest mi zimno, tobie bardziej się przyda.
Siedział teraz w krótkich rękawku. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale był bardzo dobrze zbudowany miał wyraźnie zarysowane mięśnie i duże ręce. Do tego był bardzo przystojny. Tu było dużo jaśniej i mogłam lepiej przyjrzeć się jego twarzy. Miał delikatne rysy, ale nie kobiece, wyraźnie zarysowaną szczękę. Był szczupły, a do tego niesamowicie wysoki.
Długo gadaliśmy, a potem odprowadził mnie na przystanek. Kiedy podjechał mój autobus, w ostatniej chwili do mnie podszedł, mocno przytulił i szepnął: Kocham Cię
